Jakub Jakubowski

Od naczelnego

Święta Bożego Narodzenia, Nowy Rok... Znowu zacznie się czas podsumowań, planów, rozstrzyganie różnego rodzaju plebiscytów, przyznawanie nagród...

Święta Bożego Narodzenia, Nowy Rok... Znowu zacznie się czas podsumowań, planów, rozstrzyganie różnego rodzaju plebiscytów, przyznawanie nagród... Rąsia, klapa, buźka, goździk. Znowu się zaczną sypać życzenia, te szczere i nieszczere, te pobożne i te jak najbardziej realne. 

Pieniędzy, zdrowia, sukcesów w życiu osobistym, zawodowym, pociechy z dzieci, wspaniałych podróży i w ogóle spełnienia marzeń – standardowe życzenia, w których teoretycznie zawarte jest wszystko, co potrzebne jest do szczęścia. 

Teoretycznie, bo znam wielu ludzi, którzy mają to wszystko, ale nie są szczęśliwi. Żyją tak, jakby jutra miało nie być. Mają zdrowie, ale nie potrafią docenić życia. Mieszkają w pięknych rezydencjach, ale nie nazywają ich domem. Bo dom to ciepło rodzinnego ogniska, a nie nowoczesnego kominka. Co z tego, że dom piękny, skoro ludzie się w nim mijają.  Dzieci co prawda zdrowe, ale źle wychowane. A rodzice często nawet nie orientują się, czy córeczka chodzi do trzeciej, czy do czwartej klasy. 

Pęd za pieniądzem, sukcesem, życiowy egoizm i życie na pokaz, dla innych, nie dla najbliższych. Budowanie złudnej bańki szczęśliwości, która pęka z hukiem, gdy jakiś impuls uświadomi człowiekowi, że to wszystko jest nic nie warte w obliczu samotności i poczucia braku sensu tego co, się robiło przez większość życia.

Święta, koniec roku to zawsze jest dobry czas na chwilę refleksji. Pod warunkiem, że nie damy się złapać w szpony komerchy. To naturalne, że często lukrowana otoczka świąt Bożego Narodzenia nie wszystkim pasuje, nie wszyscy są szczęśliwi. Ale każdy z nas pragnie szczęścia na co dzień. I gdy w Wigilię Bożego Narodzenia w końcu opada cały ten lukier, gdy w końcu możemy zwolnić tempo, nabrać dystansu, przypominamy sobie prawie w ostatniej chwili o naturalnym
pragnieniu szczęścia.

I dopiero wtedy uświadamiamy sobie, że jesteśmy dokładnie tam, gdzie nasze miejsce, tam, gdzie chcemy i tam gdzie powinniśmy akurat być. Po to by odpocząć, nabrać energii, pomyśleć o sobie, rodzinie, życiu. A przede wszystkim nigdzie się nie spieszyć i niczego nie musieć. Warto więc zerwać ze świąteczną presją, odrzucić zupełnie komercyjny wymiar świąt i dać sobie i bliskim coś
najcenniejszego – czas.  

Tego Wam, drodzy Czytelnicy, w imieniu swoim i całej redakcji, życzę. Sobie również. 

Jakub Jakubowski