Arkadiusz Hronowski

od 2001 roku zawiaduje sopockim SPATiF-em. Odpowiada za serwis muzyki niezależnej Soundrive.pl oraz festiwal muzyki alternatywnej Soundrive Fest. Jego ostatnie, najbardziej wyczekiwane dziecko to Klub B90 na terenie Stoczni Gdańskiej. Kolejne dziecko, które przyjdzie na świat niebawem to Browar Gdański Kulturalny. W wolnych chwilach trwoni czas w zespole The Stags, pisząc piosenki tylko miłości.

SOPOT NEVER SLEEPS?

To już październik? A czy Sopot już śpi? Teoretycznie tak, ale zgodnie z modnym od pewnego czasu hasłem, nie powinien. Kilka dni temu, właśnie w październiku, wracając z żoną późnym wieczorem z Gdańska zauważyliśmy, że na jednej z bocznych ulic, w wynajętym na parterze apartamencie właśnie rozkręca się impreza.

To już październik? A czy Sopot już śpi? Teoretycznie tak, ale zgodnie z modnym od pewnego czasu hasłem, nie powinien. Kilka dni temu, właśnie w październiku, wracając z żoną późnym wieczorem z Gdańska zauważyliśmy, że na jednej z bocznych ulic, w wynajętym na parterze apartamencie właśnie rozkręca się impreza. Spora grupa ludzi przyjechała do Sopotu po to by totalnie się odpiąć, co skrupulatnie czyniła od pierwszych chwil. Następnego dnia małżonka udaje się na poranne bieganie, a tam impreza trwa w najlepsze. Wraca i relacjonuje z uśmiechem jak to ekipa nie zwalnia. 

Ok, godz. 14, sam udając się do garażu i przechodząc obok wspomnianego apartamentu zauważam, że imprezująca od wczoraj grupa, nieco już zdziesiątkowana, ale wciąż jest aktywna. Zupełnie jak w Sfinksie za czasów Florka. Mieszkam w bardzo ładnym kwartale Dolnego Sopotu. Piękne, odrestaurowane kamienice, mili sąsiedzi. No, ale wokół coraz więcej apartamentów na wynajem. Przyglądam się temu zjawisku zupełnie spokojnie. 

Na wprost mojego mieszkania w sąsiedniej kamienicy oddano w tym roku do wynajmu kolejny apartament. Niewielka od niego odległość powoduje, że widać jak na dłoni co się u nas i u nich dzieje. Jedna z pierwszych grup, które tam zamieszkały była z Norwegii. I znów kilkanaście osób. Niemal natychmiast otworzyli wszystkie okna, w których trójkami zasiedli i natychmiast zaczęła się impreza. Zupełnie jak my, kiedy pojawiamy się w fajnym, słonecznym miejscu na świecie, niemal natychmiast rzucamy bagaże i lecimy w miasto, jakby następnego dnia mieli je przed nami zamknąć. 

Mieliśmy z małżonką niezły ubaw. Oczywiście chwilę po godz. 22 przyjechała na interwencję policja. Ale grupa w sekundę się uspokoiła, grzecznie przeprosili za krzyki i wyrychtowawszy się poszli w  miasto. Skandynawowie to w ogóle pozytywni imprezowicze. Oni wiedzą, że mają tylko dwie doby na to, aby zaszaleć jak nigdy w swoim kraju. Cieszą się strasznie i często już przed godziną 22 mają dość, spokojnie przesypiając całą noc, by następnego dnia ponowić próbę zdobycia miasta. 

Zdarzają się też trudne powroty z imprez na kwatery. Część tego szlaku prowadzi przez nasz kwartał. Otoczenie wysokich i gęsto rosnących drzew sprzyja do rozwiązywania problemów rodzinnych. Myślą, że wokół same drzewa i za nimi tylko las. Oj, wtedy wstaję i obserwuję, bo jest czasami bardzo groźnie. No, ale muszą się wykrzyczeć, wylać żale, by następnego dnia znów się czule ściskać na ulicy. I tu też jestem dość tolerancyjny, bo to wciąż dla mnie nie do wiary jest. Zupełnie jak w filmie Janusza Kondratiuka „Niedziela Barabasza”, gdzie mam wrażenie, że każda z bohaterek tych nocnych wrzasków wciela się w rolę Anny Seniuk. Chyba oglądały ten film. 

Sopot stał się weekendową imprezownią i to jest dobry trend, bo ludzie chcą i powinni się spotykać oraz bawić. Wiem, jest cała masa mieszkańców, którzy mają tego już dość i nie mogą się pogodzić z takim obrotem spraw. Sopot wciąż przechodzi metamorfozę. Pomimo iż kurort dla wielu jest miastem zrealizowanym pod względem inwestycji, to wciąż nie mamy wspólnych, mentalnych połączeń nerwowych oraz jednakowych kierunków działań. 

Z jednej strony ekskluzywne konferencje, z drugiej grupy naprutych imprezowiczów. Z jednej strony Literacki Sopot, z drugiej walki MMA. Tu nigdy nie będzie synergii. Sopot musi w najbliższych latach stać się dobrą miejscówką. Takim klubem, do którego wali określona grupa fajnych ludzi, by świetnie spędzać czas. Za głośni Norwegowie raz uciszeni rozumieją. Napruta młodzież z opłotków, szczająca ostatnio dosłownie na środku Monte Cassino już nie za bardzo. To dla nich wręcz powód do dumy. 

Sopot nigdy nie śpi, to dobre hasło, ale nie da się jednej nocy przytulić fanów słabych i przeciwnych drużyn ligowych. Jak to zrobić? Tylko zgoda, praca i do przodu. Hasło: „Przyszłością Sopotu jest jego przeszłość” jest moim zdaniem już nieaktualnie, choć lansowane przez straszą część bywalców Sopotu i kiedyś przez mnie. 

Mamy 2017 rok, pokolenie 20-to i 30-to latków. Oni nie muszą się już jarać Ptaszynem, Rejsem, czy Modern Talking. To już znamy na wylot od kilkudziesięciu lat. Świat idzie do przodu. Patrzmy w przyszłość, nie bać się! Posłuchajcie IMDDB, Artificial Pleasure albo SX, to nowi, świetni wykonawcy. Portishead już stare jest. Czas na nowe.

85
10/2017

Jeden z najwybitniejszych polskich malarzy i jeden z niewielu artystów współczesnych odnoszących sukcesy komercyjne, zarówno w kraju, jak i na świecie.