Jakub Jakubowski

Od naczelnego

Oddajemy w Wasze ręce kolejny już numer Magazynu Prestiż z nadzieją, że jak zwykle, znajdziecie w nim dla siebie ciekawe treści. Moja rola w Prestiżu polega między innymi na tym, że każdy tekst przechodzi przez moje oczy, znam je więc wszystkie na pamięć. Trudno mi też zachować dystans do swojej pracy, mam zawsze takie wewnętrzne przeświadczenie, że wszystko co jest w numerze, powinno zaciekawić każdego. To oczywiście błędne założenie, nie można dogodzić każdemu. 

Wartych uwagi jest oczywiście wiele tekstów, ale jeden z nich polecam szczególnej uwadze. To wywiad z dr Ewą Kempisty – Jeznach, wybitną specjalistką w dziedzinie holistycznej medycyny męskiej. Zdrowie mężczyzny nie ma dla niej tajemnic i nie chodzi tutaj tylko o to, co wiele kobiet nazwa męskim centrum sterowania wszechświatem. Chociaż najciekawsze jest właśnie o tym. 

Problem spadającego libido i zanikającej potencji jest stary jak świat. Już w XIII wieku papież (!!!) Jan XXI zalecał spożywanie nasion lnu zmieszanych z pieprzem w celu większego pobudzenia seksualnego. Azjaci zabijali tygrysy, aby móc wzmocnić  męskość  wysuszonym proszkiem z penisa tego zwierzęcia. Na impotencję ponoć rewelacyjny był też proszek z rogu nosorożca. Nie ma co prawda na to naukowych dowodów, ale nosorożców jakby mniej na świecie...

Daleki i Bliski Wschód jest zresztą kolebką cielesnych uciech. Jeśli zastanawialiście się kiedyś w jaki sposób chińscy i japońscy cesarze zaspokajali setki swoich gejsz i nałożnic, to odpowiedź ukryta jest w magicznej mocy nalewki z korzenia żeń-szenia. Arabowie wierzyli w magiczne działanie gałki muszkatołowej, imbiru lub kawy. Persowie do dziś miksują daktyle i orzechy  z jajkami i białym serem, co ponoć zapewnia im stójkę mocną jak wrośnięty w ziemię baobab. 

Jeszcze bardziej oryginalni byli starożytni Egipcjanie. Krew z koziej macicy, krew psa, czy też krew menstruacyjna dziewic to w tamtych czasach nie tylko popularny preparat „leczniczy”, ale też środek na potencję.  Egipcjanie wynaleźli jeszcze jeden „lek” na potencję – to substancja zwana kantarydyną zawarta w małych chrząszczach, powodująca sztywnienie i puchnięcie członków. 

Setki lat później substancję tą w Europie, szczególnie we Francji wypromował słynny markiz De Sade, pisarz i filozof, przy okazji szaleniec, morderca i zboczeniec. To właśnie wyciągiem z kantarydyny nasączał on różne wypieki serwowane podczas organizowanych przez niego słynnych przyjęć i przedstawień teatralnych zmieniających się w najbardziej wyuzdane orgie seksualne. 

Nie trzeba jednak jechać na Wschód, ani cofać się wieku wstecz, by poznać magiczne i, co tu kryć, oryginalne sposoby na sprawne działanie centrum dowodzenia wszechświatem. W niedalekiej, cywilizowanej i rozwiniętej Hiszpanii wciąż wierzy się, że moc piekielną zapewniają bycze jądra, a skonsumowany móżdżek tego zwierzęcia to gwarancja orgazmów wielokrotnych. Włosi natomiast żyją w przeświadczeniu, że jedząc owoce morza, zapewnią genitaliom wieczną witalność. 

Skoro jesteśmy przy słonecznej Italii, to niedawno świat zelektryzowała wiadomość o odkryciu włoskich naukowców, które może być bardziej przełomowe niż odkrycie Viagry. Wszystko zaczęło się od badań siarkowodorowych wyziewów z wulkanu Solfatara pod Neapolem. To dla Włochów wulkan ikoniczny, w starożytnym Rzymie biegła przez niego brama do Hadesu. 

W dużym uproszczeniu, naukowcy dowiedli, że siarkowodór powoduje rozluźnianie ciał jamistych, a jak wiadomo penis zbudowany jest z tkanek jamistych, których rozluźnienie powoduje erekcję.  Wiadomo też, że siarkowodór jest biologicznie aktywny w ludzkim organizmie. Te dwa fakty połączono ze sobą i już płyną miliony na badania nad cudownymi właściwościami diabelskiego gazu.   

W sumie, jeśli ma to być przełom, jeśli milionom mężczyzn na świecie ma być dzięki temu lepiej, to czemu nie? Ale rozmawiając ostatnio z dr Ewą Kempisty – Jeznach, nie mogę oprzeć się refleksji, że ten świat coraz bardziej postawiony jest na głowie. Cywilizowany świat na piguły i preparaty na potencję, silikonowe biusty i hialuronowe usta dla kobiet, wydaje kilka razy więcej pieniędzy niż na leczenie choroby Alzhaimera. Efekt tego będzie taki, że niedługo otaczać nas będą babcie ze sterczącymi jak u nastolatki biustami, staruszkowie z twardymi penisami, ale nikt z nich nie będzie pamiętał do czego to służy. 

 

Jakub Jakubowski