Jakub Jakubowski

Od naczelnego

Wybitny intelektualista, ceniony naukowiec, nieszablonowy pedagog. Do tego fantastyczny erudyta, geniusz słowa, mistrz ciętej riposty. Profesor Andrzej Chodubski, politolog, specjalista w zakresie metodologii badań politologicznych, zmarł na początku lipca w wieku 65 lat. Drugim takim z pewnością był Mieczysław Łukasiak, polonista z sopockiej „Jedynki”.

W tym liceum się spotkaliśmy. To było w czasach, gdy do nauczycieli w liceum zwykło się zwracać per Panie Profesorze. Zwykle na wyrost, ale nie w przypadku Profesora Łukasiaka. Surowy, wymagający, zawsze sprawiedliwy. Zmarł wiele lat temu, o wiele za wcześnie.

Odważ się myśleć i mówić, konfrontuj to, co myślisz – mawiał Profesor Łukasiak. To właśnie on kiedyś po lekcjach poprosił mnie o chwilę rozmowy i zapytał co chcę w życiu robić. Różne wtedy miałem plany na życie, jak to nastolatek. Usłyszałem wtedy od niego, że powinienem rozważyć dziennikarstwo. Mówił, że mam talent, predyspozycje, widzi u mnie ciekawość świata. To był właśnie dla mnie ten impuls, który spowodował, że wybrałem taką właśnie drogę. Dziękuję Panie Profesorze. 

Miałem to szczęście, że zarówno Profesora Łukasiaka, jak i Profesora Chodubskiego spotkałem na swojej życiowej drodze. Obaj wymagali myślenia, a myślących darzyli szacunkiem, nawet tych myślących inaczej niż oni. Wciąż mocno w pamięci mam konsultacje, które kończyły się często bardzo długimi, ożywionymi dyskusjami i polemikami. To były fascynujące, intelektualne podróże przygotowujące nas, młodych ludzi na życiowe wyzwania. 

Obaj dawali mi i tym wszystkim, którzy tego chcieli, znacznie więcej niż wymagała tego relacja uczeń – nauczyciel. Mieli powołanie, misję, wewnętrzną potrzebę dzielenia się wiedzą, życiowym doświadczeniem. Partnersko, z szacunkiem, cierpliwością. Nigdy nie dali odczuć, że mają patent na nieomylność, nigdy nie powiedzieli nikomu „moja racja jest mojsza niż twojsza”. Brzmi patetycznie, ale tak faktycznie było. 

Wspominając sobie tych dwóch wybitnych pedagogów, na przeciwległym biegunie migotają mi sylwetki profesor Krystyny Pawłowicz, czy też profesora Bogdana Chazana. Tej pierwszej kultury, ogłady i szacunku uczyć mogliby Wikingowie. Ten drugi to symbol naukowego ciemnogrodu i jeden z liderów rewolucji, która w XXI wieku spycha Polskę na peryferie zjednoczonej Europy i czyni z niej światopoglądowy skansen, państwo wyznaniowe, w którym klauzula sumienia oraz słowo „boże” głoszone z ambony będzie ważniejsze niż prawo określone ustawami, czy Konstytucją. 

Gdy tak czasami budzą się moje masochistyczne instynkty i moje myśli kierują się ku ludziom pokroju Krystyny Pawłowicz, czy Bogdana Chazana, to tak sobie myślę, że nie ma chyba nic gorszego niż człowiek wykształcony ponad własną inteligencję. Profesor Chodubski na takich ludzi i im podobnych miał idealne określenie – społeczeństwo buraczane. 

Mówi się, że nie ma gorszej śmierci dla człowieka niż skazanie na zapomnienie. Ale zapomniany nie będzie ten, który w chwili odejścia, zostawia po sobie świadectwo dobra, którym obdarował innych. I dlatego o ludziach takich, jak Profesor Chodubski, czy Profesor Łukasiak będziemy opowiadać kolejnym pokoleniom, a ci inni przepadną w otchłani niepamięci. 

 

 

Jakub Jakubowski