Jakub Jakubowski

Od naczelnego

Duma! Prestiż Magazyn Trójmiejski najlepszym regionalnym magazynem lifestylowym wg. branżowego, opiniotwórczego magazynu Press. Fajnie jest być docenionym nie tylko przez czytelników, ale też przez branżę, która potrafi wychwycić niuanse niedostrzegane przez czytelników.

Duma! Prestiż Magazyn Trójmiejski najlepszym regionalnym magazynem lifestylowym wg. branżowego, opiniotwórczego magazynu Press. Fajnie jest być docenionym nie tylko przez czytelników, ale też przez branżę, która potrafi wychwycić niuanse niedostrzegane przez czytelników.

W 2005 roku, gdy odchodziłem z Radia Gdańsk byłem zmęczony mediami. Miałem dość przede wszystkim dużych, mainstremowych mediów, zabijania się o newsy, ścigania się na informacje, szukania afer, presji ze strony przełożonych. 

Nie chciałem jednak odchodzić z mediów, wszak to całe moje zawodowe życie. I wtedy, 2 stycznia 2005 roku powiedziałem sobie, że będę robił swoje własne media, sam będę sobie uprawiał własny ogródek według własnych zasad, zgodnie ze swoim sumieniem. Tak też zrobiłem, miałem małe wydawnictwo z gazetami dzielnicowymi, zajmowałem się produkcją telewizyjną i filmową, pisałem jako freelancer. 

W 2009 roku na mojej życiowej drodze stanął mój serdeczny druh i wspólnik Michał Stankiewicz, założyciel magazynu Prestiż w Szczecinie i w Koszalinie. Szukał człowieka, który rozkręci Prestiż w Trójmieście, zostałem polecony przez dziennikarkę Gazety Wyborczej, Kasię Włodkowską.

Spotkaliśmy się z Michałem, złapaliśmy flow mentalny i zaczęliśmy działać. Nasza pierwsza redakcja mieściła się w biurowcu Hossy w Gdyni, składała się z 1 pokoju o pow. 10 m2 i trzech osób. Było ciężko, wielu ludzi pukało się w czoło i zwiastowało nam szybki koniec, wszak czasy dla branży papierowej nie były najlepsze. Notabene, nadal nie są.

Ale nie poddaliśmy się, uporem, konsekwentnym stawianiem na jakość udowadnialiśmy, że można. I nadal udowadniamy. Dzisiaj już jesteśmy świadomi własnej wartości, wiemy, że robimy dobrą robotę, cieszy nas pozytywny feedback ze strony czytelników i stale rosnące grono zadowolonych partnerów biznesowych, którzy wierzą w nas, widzą sens promocji w magazynie drukowanym, który trzyma poziom i jakość, który wolny jest od nijakich, tabloidowych treści, hejtu, który jest chlebem powszednim choćby w internecie. 

Dzisiejszy Prestiż to już zupełnie inna liga niż ten sprzed ponad siedmiu lat. Przez ten czas, wraz z rozwojem, zmieniali się ludzie, zmieniała się siedziba redakcji, zmieniały się wymagania i oczekiwania czytelników. Dziś wydajemy nie tylko Prestiż, ale też 10 tematycznych wydań specjalnych w roku, a nasze najmłodsze dziecko to żeglarski dwumiesięcznik W Ślizgu!

Na ten sukces ciężko zapracowaliśmy. Z pewnością tego wyróżnienia by nie było bez tych wszystkich fantastycznych ludzi, którzy tworzą i tworzyli Magazyn Prestiż. Każdemu bez wyjątku, kto dołożył swoją cegiełkę serdecznie dziękuję. Wymienić Was wszystkich nie sposób, każdemu jestem bardzo wdzięczny. Zarówno tym, którzy wpadli do nas na chwilę, jak i tym, którzy zbudowali mocne fundamenty tego sukcesu. 

Największym paradoksem jest fakt, że informacja o triumfie w rankingu magazynu Press przyszła w momencie, gdy przeżywam okres najmocniej odczuwalnego wypalenia zawodowego od lat. Z łamów Prestiżu pewnie tego nie czuć, ale tak jest w istocie. Jestem zmęczony, nie tylko wielką ilością pracy, ale też tak zwaną bieżączką dnia powszedniego. Zadaję sobie coraz więcej egzystencjalnych pytań, w stylu to be or not to be? 

Podobne pytania zadawał sobie Piotr Gacek, bohater naszego okładkowego wywiadu. On znalazł na nie odpowiedzi i zakończył pełną sukcesów siatkarską karierę. Zszedł z parkietu ze łzami w oczach nucąc melodię piosenki „Niepokonani” swojej ulubionej grupy Perfect. „Trzeba wiedzieć kiedy, ze sceny zejść, Niepokonanym…”.  

I wiecie, co? Ja też bardzo lubię tę piosenkę. I pewnie, gdyby nie wyniki rankingu magazynu Press, byłby to mój ostatni wstępniak, a tak jeszcze trochę się ze mną pomęczycie. Czas zatem się ogarnąć, bo ponoć łatwiej wdrapać się na szczyt niż na nim się utrzymać. Nic nie dzieje się bez przyczyny, a życia ponoć się nie planuje, ono się po prostu dzieje. Zatem, do dzieła

 

Jakub Jakubowski