Przez cały rok czeka na mróz, śledzi warunki atmosferyczne, poszukuje lodu w różnych regionach świata. Wszystko po to, żeby być gotowym na złapanie wiatru w żagle i ślizganie nad taflą zamarzniętego jeziora. Mróz i prędkość mu nie straszne! Latem, gdy o lodzie można jedynie pomarzyć spełnia się w kitesurfingu. Przed państwem najmłodszy w historii medalista MŚ w bojerach – Michał Burczyński, który w rozmowie z Klaudią Krause, opowiada o tajnikach bojerowej kuchni.

Bojery – sport, w którym jesteśmy potęgą. Czy ktoś o tym wie?

Polscy zawodnicy wielokrotnie stawali na najwyższym stopniu podium bojerowych mistrzostw świata czy Europy. Ciężko z przebiciem się tej dyscypliny do mainstreamu. Przyczyn pewnie jest kilka, a na myśl jako pierwsze przychodzi mi duża sezonowość uprawiania dyscypliny, czy stosunkowo wysoki koszt w porównaniu z innymi formami zimowych aktywności sportowych jak np. narty. Mam nadzieję, że z czasem się to zmieni!

Bojery, czyli żeglarstwo na lodzie – tak myśli większość społeczeństwa, czy to naprawdę taka prosta analogia?

Dla mnie prosta, dla kogoś nie znającego tematu pewnie mniej. Z moich obserwacji wynika, że bojery są nierozerwalnie związane z żeglarstwem, a każdy bojerowiec to żeglarz. Z kolei nie każdy żeglarz wodny to bojerowiec.

A czym jest dla Ciebie?

Dla mnie bojery to przede wszystkim pasja oraz sposób na życie. Nie wyobrażam sobie, żebym miał tylko pracować, jeść, spać i robić wszystko to, co wydaje się być częścią tej całej „normalności”. W bojerach odnalazłem ten brakujący element swojej życiowej układanki. Dzięki nim mogę kilka miesięcy w roku, wsiąść do mojego „ślizgu” i rozpędzić go do prędkości ponad 100 km/h, co daje mi niesamowitego kopa!

Powiedziałeś ponad 100 km/h? Na samą myśl zamieniam się w sopel lodu!

Temperatura bywa groźnym przeciwnikiem, regaty są wstrzymywane, gdy spada ona poniżej -15 C, ponieważ przy tych prędkościach może dochodzić do groźnych odmrożeń. Bywa szybko, mroźnie i ekstremalnie. Jednak bywa też spokojniej, wszystko zależy od panujących warunków. Wbrew pozorom nie jest to ryzykowna dyscyplina sportowa, mimo tego, że wielu ludzi kwalifikuje ją jako ekstremalną, ze względu na trudne warunki atmosferyczne i duże szybkości.

Ile potrzeba czasu na przygotowanie sprzętu do „latania”?

Sprzęt jest łatwy w transporcie i można go spokojnie przewieźć na dachu samochodu osobowego. Zestawienie kompletu zajmuje około 15 minut.   

Jakie są idealne warunki? Jaką grubość musi mieć lód, żeby było bezpiecznie?

Idealne warunki do latania to lód o minimalnej grubosci 12 cm, gładki, czarny i bez śniegu. Wiatr w okolicach 3 stopni Beauforta i lekki mróz – takie warunki to ideał! Pogoda jest jednak nieprzewidywalna i kapryśna. Może się to wydawać trochę dziwne, jednak czarny, gładki lód, na którym nie ma śniegu to obiekt poszukiwań wielu organizatorów regat bojerowych. Bywa, że regaty są przenoszone o kilkaset kilometrów, a my musimy być mobilni i gotowi do pokonywania wszelkich trudności związanych z uprawianiem tej dyscypliny. 

Ile zwykle trwają regaty i jakim systemem są rozgrywane?

Regaty takie jak Mistrzostwa Świata czy Europy trwają tydzień czasu, natomiast regaty krajowe rozgrywane są weekendowo. Zawodnicy pokonują w jak najszybszym czasie określoną ilość okrążeń między znakami. Kto pierwszy ten lepszy – ot, cała filozofia.

Bojery na pewno są sportem niszowym, a czy są sportem skazanym na wyginięcie?

Ilość zawodników od 20 lat utrzymuje się na podobnym poziomie. Jedni przychodzą, inni odchodzą. Na mistrzostwa kraju regularnie przyjeżdża ok. 60 seniorów, paradoksalnie mało która inna klasa żeglarska w kraju może cieszyć się tak liczebną flotą zawodników. Bojery nie wyginą. Nie wyginą, bo to dyscyplina, w której w zasadzie sami zawodnicy organizują struktury. Nie stoi za nami żadna organizacja finansująca. Komisje regatowe, zawodnicy, producenci sprzętu - wszystko to organizują czynni lub byli zawodnicy, pasjonaci - a jak powszechnie wiadomo, pasja bywa zaraźliwa.

Gdzie tkwi tajemnica sukcesu w bojerach? Konstrukcje, umiejętności, czy jest coś jeszcze?

Początki są trudne, potrzeba dużo cierpliwości, ciężkiej pracy nad podstawami, poznania specyfiki zmieniających się warunków. Również przygotowanie sprzętu odgrywa tu ogromną rolę. Staranne naostrzenie płóz, dobór odpowiedniego masztu, żagli i innych elementów ustawienia wydaje się być kluczem do maksymalizacji prędkości. Przygotowanie kondycyjne, dobry rozbieg i start to też elementy, bez których trudno jeździć z przodu stawki. Jeżeli do tego wszystkiego popełnimy mniej błędów taktycznych na trasie niż nasi rywale, to już jesteśmy o krok od sukcesu. Jednak tak naprawdę każdy ma inny przepis i odnajduje ten złoty środek w swój własny sposób.

Po Twoich wynikach wnioskuję, że Ty już swój odnalazłeś? 

Staram się robić to, co do mnie należy najlepiej jak potrafię. Po prostu działam i mogę spać spokojnie, gdy mam czyste sumienie w związku z przygotowaniami do startu. Lubię być stabilny, staram się nie dołować porażkami i nie upajać sukcesami, a zarówno jednych, jak i drugich nie brakowało w moim życiu. W trakcie regat staram sie być maksymalnie skoncentrowany i ponoć jestem wtedy trochę w innym wymiarze.

Jak wyglądają twoje przygotowania do zawodów? To nietypowy sport, bo sezon na bojery chyba nie jest zbyt długi?

Cały rok dbam o kondycję, biegam i trenuję na siłowni. Pogoda to rzecz, na którą ani ja, ani Ty wpływu nie mamy, pozostaje akceptacja! Wchodząc w sezon staram się zaliczyć zgrupowanie w Finlandii czy Estonii, ponieważ tam zima przychodzi wcześniej. Ja po prostu uprawiam bojery, a mistrzostwa świata i Europy to tylko takie wisienki na torcie. Naprawdę nie wszystko kręci się wokół tych dwóch imprez. Bojery to dla mnie przede wszystkim najlepsza forma odpoczynku, o który tak trudno w dzisiejszym życiu. Pakuję się w piątek po pracy, docieram na miejsce regat, spędzam czas ze znajomymi, telefon odmawia posłuszeństwa, bo na mrozie żadna bateria długo nie wytrzyma, zbieram bloki - dobierając żagiel i specjalnie się niczym nie przejmuję. Później dochodzi adrenalina związana z prędkością i rywalizacją, pojawiają sie emocje – lubię to! Po takim weekendzie i powrocie do pracy naprawdę moje baterie są naładowane.

Zacząłeś pływać jako 10-latek. Podobno to rodzinna tradycja?

Tak, śmiało można powiedzieć, że to rodzinna tradycja. Mój tata, Piotr Burczyński był w 1979 roku mistrzem świata, mój starszy brat Paweł także jest aktywnym bojerowcem. Żeglowali też wujkowie, kuzyn, więc bojery dla Burczyńskich są jak dla Polaków piłka nożna.

Jednak już wyprzedziłeś swojego ojca w ilości zdobytych medali w światowym czempionacie, jesteś chyba najbardziej utytułowanym Burczyńskim? 

Moje medale są efektem ciężkiej pracy mojego taty oraz mojej. Nigdy nie traktowałem tej klasyfikacji medalowej jako formy wyścigu. Są to nasze wspólne sukcesy, a my od wielu lat współpracujemy i robimy to najlepiej jak możemy w danym momencie. Obaj mamy bardzo bogate kolekcje medalowe, z czego możemy się tylko cieszyć.

Karol Jabłoński, legenda polskiego żeglarstwa i również legenda bojerów, najbardziej utytułowany zawodnik w historii lodowego żeglarstwa. Wszyscy słyszeli o Karolu, Burczyński, mimo że też utytułowany, jednak w cieniu słynnego rodaka. Znalazłeś w tym wszystkim miejsce dla siebie?

Karol jest najbardziej utytułowanym zawodnikiem w bojerach, pozycję legendy, autorytetu zdobył ciężką pracą, sukcesami i tym jakim jest człowiekiem. Karol jest prawdziwym zawodowcem, żyje z żeglarstwa, ja jestem amatorem. Pękam z dumy, że mogę ścigać się z takimi ludźmi jak Karol Jabłoński i rywalizować z nimi na najwyższym poziomie. Historia naszej rywalizacji pokazuje, że wszystko jest możliwe, wielokrotnie dochodziło do ciekawych konfrontacji między name, udaje mi się z Karolem i innymi czołowymi bojerowcami świata wygrywać. U nikogo nie rodzi to frustracji, bojerowcy to bardzo życzliwe dla siebie towarzystwo, pomagamy sobie wzajemnie, radzimy się, załatwiamy sprzęt, itp. W bojerach nie ma pieniędzy, wielkich sponsorów, medialnych koncernów i tego wszystkiego, co jest wrogiem szczerych relacji międzyludzkich i niezdrowej rywalizacji. 

Pochodzisz z Olsztyna, teraz mieszkasz w Gdyni, co robisz jak nie pływasz?

Do Trójmiasta przyjechałem w 2000 roku, wówczas studiowałem ekonomię na Uniwersytecie Gdańskim i tak już zostałem. Na co dzień prowadzę firmę usługowo-handlową zajmującą się sprzedażą i montażem podłóg drewnianych na terenie Trójmiasta. Drewno to obok bojerów moja druga pasja i muszę powiedzieć, że naprawdę pewne doświadczenie wynikające z uprawiania sportu przydaje się w prowadzeniu firmy. Jak nie pływam... staram się zachować zdrowe proporcje we wszystkim co robię. Znajduję czas na pracę, rozwój osobisty i spotkania ze znajomymi. W Gdyni mieszkam już blisko 10 lat i nie chciałbym mieszkać w żadnym innym miejscu. Uwielbiam ten klimat i kontakt z Zatoką!

Oprócz bojerów pływasz też na czymś innym?

Uwielbiam kitesurfing, który cały czas mnie zaskakuje. Plaża, wiatr, słońce, podróże, to elementy które po ciężkim sezonie bojerowym fajnie mnie bilansują! Mnogość trików i ewolucji jest niesamowita. Rewa to mój ulubiony akwen.

 

MICHAŁ BURCZYŃSKI

Urodził się w Olsztynie, mieszka w Gdyni. Biznesman, kitesurfer i bojerowiec. Kontynuuje tradycje rodzinne. Jego ojciec Piotr jest uznawany za jednego z najlepszych bojerowców wszechczasów. Na bojerach latają także jego starsi bracia: Łukasz i Paweł. Pierwszy raz żeglował na lodzie w wieku 13 lat. Pierwszy medal (brązowy) zdobył, mając zaledwie 18 lat, w 1999 roku i do dziś jest najmłodszym medalistą światowego championatu w historii tej dyscypliny sportu. Dwukrotny mistrz świata w bojerach, czterokrotny wicemistrz świata i dwukrotny mistrz Europy. W roku 2017 zdobył brązowy medal mistrzostw świata, wicemistrzostwo Europy, srebrny medal w regatach o Mistrzostwo Ameryki Północnej. Uhonorowany przez prezydenta Bronisława Komorowskiego Złotym Krzyżem Zasługi za wybitne osiągnięcia sportowe.