Jakub Jakubowski

Od naczelnego

Moda, w której nie można wyjść na ulicę nie jest modą – mawiała ikona mody, Coco Chanel. I trudno się z nią nie zgodzić. Ta dewiza przyświecała całej ekipie Magazynu Prestiż, która pracowała przy drugiej edycji imprezy Pomorskie Fashion. Imprezę zorganizowaliśmy w hotelu Haffner w Sopocie, a modelki zaprezentowały kolekcje takich marek, jak Guess, Marciano, Felina, Patagonia, PHI Concept i biżuteria Szews. 

Moda, w której nie można wyjść na ulicę nie jest modą – mawiała ikona mody, Coco Chanel. I trudno się z nią nie zgodzić. Ta dewiza przyświecała całej ekipie Magazynu Prestiż, która pracowała przy drugiej edycji imprezy Pomorskie Fashion. Imprezę zorganizowaliśmy w hotelu Haffner w Sopocie, a modelki zaprezentowały kolekcje takich marek, jak Guess, Marciano, Felina, Patagonia, PHI Concept i biżuteria Szews. 

Było różnorodnie, ciekawie, a wspólnym mianownikiem wszystkich kolekcji było to, że spokojnie można było w nich wyjść na ulice. No, może poza marką Felina, wszak w samej bieliźnie po ulicach nie biegamy, ale idąc tym tokiem myślenia, zapewniam, że nadaje się ona zarówno do noszenia na co dzień, jak i na wieczorne igraszki w sypialni. Wewnątrz numeru przygotowaliśmy obszerną relację z Pomorskie Fashion. 

A skoro już jesteśmy przy igraszkach w sypialni, to chyba musimy poważnie porozmawiać. Źle się dzieje w państwie… polskim. Dowodzi tego ostatni raport profesora Zbigniewa Izdebskiego „Seksualność Polaków 2017”. Warto przeczytać, dowiedzieć się jak zmieniało się nasze życie seksualne w ostatnich 10, a nawet 20 latach i odnieść przytoczone dane do siebie. 

Generalnie, uprawiamy seks rzadziej, krócej i bardziej mechanicznie niż uczuciowo. Oczywiście tych, którym się chce wciąż jest więcej, ale… są mniej wydajni. 10 lat temu gra wstępna zajmowała nam ponad 20 minut, dziś - zaledwie kwadrans. Sam akt seksualny dziś to niewiele ponad 14 minut, w 2001 roku sięgał niemal 19 minut. 

Najbardziej przygnębiające dane wskazują jednak, że co piąty Polak/Polka (bez podziału na płeć) uważa seks za zupełnie nieistotny, a 35 procent dorosłych Polaków tak naprawdę seksu nie potrzebuje! Okazuje się, że nic tak do seksu nie zniechęca jak zmęczenie i stres. To główna przeszkoda dla obu płci. Wszystko to wpływa na pogłębienie niżu demograficznego, bo jak wiadomo, żeby zebrać plony, trzeba zasiać.

Zmęczenie to jedno, ale z drugiej strony zastanawiam się, kto normalny chce się rozmnażać w kraju, w którym Polak Polakowi wilkiem, gdzie oszołomstwo rozprzestrzenia się w zastraszającym tempie, kraj pogrąża się w chaosie, a elity polityczne od lat nas – nomen omen – dymają, przez cały rok, 24/h na dobę, w majestacie prawa. Eh… Ci to mają zdrowie…

Jakiś czas temu postanowiłem, że pieprzę politykę. Nasłuchuję, to z jednej, to z drugiej strony, weryfikuję, wyciągam wnioski i tak kształtuję swój światopogląd. Świadomie i odpowiedzialnie. Potrafię się zabezpieczyć. Zupełnie odciąć się oczywiście nie potrafię, a – uwierzcie mi – bardzo bym chciał. Jeśli i Wy byście chcieli się zresetować, wylogować się z tego polskiego piekiełka, to w tym numerze Prestiżu znajdziecie wskazówki. 

Paulina Kaszuba ma poważniejsze zmartwienia niż wojna polsko – polska. To dziewczyna, która choruje na stomię. Paskudna choroba, ale można z nią żyć, a ta dzielna kobieta pokazuje, że to życie może być takie prawdziwe, przez duże Ż. Gdy czytacie te słowa, Paulina pewnie praktykuje jogę na Bali. A jeszcze niedawno pisała do nas z Wietnamu, Kambodży i Sri Lanki. Prawda, że fajny sposób na fizyczną i mentalną izolację od rodzimego bagna?

Metafizyczną izolację praktykuje z kolei Kacper Kowalski, jeden z najlepszych polskich fotografów lotniczych, który z perspektywy swojej paralotni i kilkuset metrów nad ziemią czuje się po prostu wolny. Latanie jest dla niego niczym medytacja. Niebo staje się azylem, przestrzenią całkowicie oderwaną od problemów dnia codziennego, a ziemia staje się „pięknie wyabstrahowana z kontekstu”. Wywiad z Kacprem Kowalskim przeczytacie w środku numeru, polecam też przepiękne zdjęcia. 

Warto również przeczytać wywiad z Michałem Burczyńskim. Ten gość udowadnia wszem i wobec, że Polak pozostawiony na lodzie, nie pęka i pokazuje na co go stać. No dobra, trochę udramatyzowałem sytuację. Michał uprawia żeglarstwo lodowe, czyli bojery. Uprawia, to za mało powiedziane. Gdynianin jest jednym z najlepszych na świecie w tej trudnej i niezwykle widowiskowej dyscyplinie sportu. 

I na koniec, skoro już przy sporcie jesteśmy, to w kilku słowach nawiążę do sportu, w którym Polacy są prawdziwymi mistrzami. Chodzi o spożywanie gorzały. Coraz lepsze wyniki naród robi, a szczególne postępy notuje się u młodego narybku. Praca u podstaw przynosi efekty, a widać to najlepiej na naszym lokalny, szczególnie sopockim podwórku. 

I tak jak zima co roku zaskakuje drogowców, tak nawalona młodzież systematycznie zaskakuje władze miasta i policję. Ci nie mają pomysłu jak poradzić sobie z problemem regularnych awantur na „Monciaku” i innych zachowań typowych dla upojonej alkoholem gawiedzi, po których zostają na ulicach ślady w postaci rzygowin, moczu, krwi, rozbitych butelek, itp. 

Absurdalny pomysł sopockiej policji, by zamykać kluby w Sopocie o godzinie 3 nad ranem został na szczęście szybko storpedowany. Sopocki komendant włożył jednak kij w mrowisko i skłonił do przemyśleń właścicieli klubów. Ci niemal jednogłośnie zadeklarowali, że zadbają o bezpieczeństwo wokół własnych przybytków. Tu akurat, chwała im za to. 

Ale pojawił się też pomysł inny. Mianowicie, do sopockich klubów wstęp będą miały osoby powyżej 21 roku życia. I tutaj już budzi to moje wątpliwości, bo z góry zakłada się, że to właśnie młodzież poniżej 21 roku życia jest całym sopockim złem. Nie wiem skąd się wzięło przeświadczenie, że „klient w krawacie jest mniej awanturujący się”, ale nie wróżę powodzenia, wszak przecież to nie wiek świadczy o patologii, a wychowanie, mentalność, okoliczności i stopień naprucia. 

Pożyjemy, zobaczymy. W sumie to nawet niezwykle mi z tego powodu wszystko jedno.  

 

 

Jakub Jakubowski

 

78
03/2017

Na parkiecie najbardziej popularnego telewizyjnego show zna każdą nierówność i rysę. Przetańczyła 16 sezonów i bez żalu przyznaje, że marzenia o sportowych tytułach odłożyła aby uczyć i poczuć smak przygody w blasku telewizyjnych świateł.