Jerzy Limon

Jerzy Limon jest profesorem zwyczajnym Uniwersytetu Gdańskiego oraz dyrektorem Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego. Wydał kilkanaście książek naukowych z zakresu historii i teorii literatury, dramatu i teatru, a jego specjalnością jest XVI i XVII wiek (w tym i twórczość Szekspira). Jest autorem pięciu powieści i przekładów dawnego i współczesnego dramatu angielskiego. W wolnym czasie gotuje.

KlątWa „KlątWy”

Wrzawa podniosła się straszna z powodu kontrowersyjnej inscenizacji „Klątwy” Stanisława Wyspiańskiego, a może raczej chorwackiego reżysera, Olivera Frljića, w Teatrze Powszechnym w Warszawie (premiera w lutym 2017). Nie będę jednak zabierał głosu na temat przedstawienia, a to z tej prostej przyczyny, że go nie widziałem.

Wrzawa podniosła się straszna z powodu kontrowersyjnej inscenizacji „Klątwy” Stanisława Wyspiańskiego, a może raczej chorwackiego reżysera, Olivera Frljića, w Teatrze Powszechnym w Warszawie (premiera w lutym 2017). Nie będę jednak zabierał głosu na temat przedstawienia, a to z tej prostej przyczyny, że go nie widziałem. Tak jak nie widziałem setek, ba, tysięcy innych wydarzeń artystycznych z przeszłości, które wywoływały sprzeciw władz i Kościoła, a nawet i większych grup społecznych, prowadziły do prześladowań artystów, potępienia, tortur, samosądów, a nawet wyroków skazujących na śmierć. 

Znam je z opisu. Choćby ikonoklazmy reformatorów Kościoła w XVI wieku, którzy masowo niszczyli dzieła sztuki, gdyż obrażały ich uczucia religijne, w ich rozumieniu były bluźniercze, bałwochwalcze. Bywało, że gwałtowne reakcje wywoływały nie tylko treści polityczne czy religijne, lecz i strona estetyczna. Alfreda Jarry, twórcy tzw. teatru absurdu, o mało nie zlinczowano podczas premiery „Króla Ubu”, dzisiaj dzieła należącego do klasyki i nikogo już nie bulwersującego. 

Bose i brudne nogi świętych na obrazach Michelangela Caravaggia wywołały nie tylko potępienie ze strony Karmelitów Bosych, co może nawet nie dziwić, ale o mało nie zaprowadziły malarza na szafot. O niektórych jego religijnych obrazach mówiono, że przedstawiają „wulgarność, profanację, bezbożność i odrazę”, a namalowaną przez niego Matkę Boską uznano za portret prostytutki, bo i nogi miała odsłonięte. Jego amorki nie przypominały putta, tylko urodziwych i roznegliżowanych młodzieńców, co nasuwało podejrzenia o sodomię – bo tak nazywano homoseksualizm. 

Dzisiaj nawet te najbardziej bulwersujące dzieła stanowią dumę kościołów, chlubę muzeów, a Kościół brudnymi nogami już się nie zajmuje. Z teatrem Kościół zawsze miał problem, choć w pewnym sensie to jego dziecię. Nie zapominajmy bowiem, że dzisiejszy teatr genetycznie wywodzi się z tzw. teatru i dramatu liturgicznego, który z antykiem nie miał nic wspólnego, i powstał w X wieku w świątyniach chrześcijańskich, podczas liturgii wielkanocnej. Antyczny dramat grecki dołączył dopiero w renesansie, sześć wieków później. 

Pierwszą sceną w inscenizacjach liturgicznych, granych w kościołach, była wizyta Trzech Marii do Grobu Chrystusa, gdzie napotykają anioła, który obwieszcza im Zmartwychwstanie. Z czasem dołączono inne sceny, w tym i pierwszą komiczną, z handlarzem wonnościami Pusterbalkiem, u którego Marie kupują wonne olejki, by nim namaścić Ciało Chrystusa. Pusterbalk targuje się, przeklina, a w dodatku ma żonę sekutnicę  i równie wredną córkę. Kłótnie rodzinne, miotane bluźnierstwa z czasem doprowadzają do tego, że cierpliwość Kościoła zostaje wyczerpana i cała ta niesforna rodzinka zostaje ekskomunikowana. 

Stanowi to zarazem pierwszy w dziejach przykład ekskomuniki, czyli klątwy, która dotyka postaci całkowicie fikcyjne, i trudno przewidzieć, jak to zostało przyjęte w zaświatach, skąd obserwuje się nasz ziemski teatr. Ale nie zapominajmy, że fikcja to przecież metaforyczna dusza teatru. W końcu,  w XIII wieku, niczym niechciane dziecko wygnano teatr z kościoła, co umożliwiło powstanie  i rozwój form świeckich, a tym samym i tych dzisiejszych. 

Tak więc, z jednej strony teatr to dziecię Kościoła, z drugiej to dziecię niesforne, odrodne, ba, bluźniercze. Najwidoczniej zawiódł proces wychowawczy, albo i wspomniane porzucenie i osierocenie w dzieciństwie zostawiły swe traumatyczne piętno, i chociaż dzisiaj rozmiłowani w Chrystusie młodzieńcy z kręgów narodowych tworzą przed Teatrem Powszechnym  pikiety i wznoszą modły za grzeszne dusze twórców, to można odnieść wrażenie, że czas nastał na bardziej stanowcze kroki. 

Wydaje się zatem, że rzucenie klątwy na „Klątwę” będzie jakimś rozwiązaniem, wstrząśnie dyrektorem teatru i reżyserem, przyniesie otrzeźwienie zaślepionych ideologicznie aktorów, ich ekspiację, szczery żal za grzechy i obietnicę poprawy. Tym bardziej, że ekskomunika ma charakter poprawczy, nie jest na „wieki wieków”. Problem w tym, że ekskomunikować może tylko papież. A z nim naszym świętoszkom i bogobojnie hajlującej młodzieży nie do końca po drodze.

78
03/2017

Na parkiecie najbardziej popularnego telewizyjnego show zna każdą nierówność i rysę. Przetańczyła 16 sezonów i bez żalu przyznaje, że marzenia o sportowych tytułach odłożyła aby uczyć i poczuć smak przygody w blasku telewizyjnych świateł.