TOMEK RYGALIK NIE ZBAWIAM ŚWIATA, ALE CZYNIĘ GO PIĘKNIEJSZYM

Przedmioty muszą być dobrze zaplanowane, możliwe do jakościowego wykonania, funkcjonalne z punktu widzenia użytkownika i po prostu się podobać – taka jest dewiza Tomka Rygalika. Natalia Dawszewska, dziennikarka Magazynu Prestiż, rozmawiała z jednym z najlepszych i najbardziej cenionych na świecie polskich designerów, m.in. o roli projektanta w procesie naprawiania świata, społecznej odpowiedzialności designera i niespełnionych projektowych marzeniach, które wciąż jeszcze mogą się spełnić. 

Co miało wpływ na kształtowanie Twojego designu?

Dojrzewanie i wychowywanie się w czasach pewnego niedostatku. W czasach słusznie minionych, ale też  bardzo przedsiębiorczych. Kiedy to ludzie tacy jak moi rodzice, próbowali sobie jakoś poradzić z rzeczami, które obecnie bierzemy za oczywiste. Mój tata konstruował produkty codziennego użytku. Czasami nawet poważne rzeczy typu kosiarka do trawy, bo nie było można jej kupić.

Zasługa rodziców? Oni zaszczepili w Tobie te elementarne aspekty pracy designera?

Trochę tak. Zaszczepili we mnie przedsiębiorczość. Przedsiębiorczość jest ważnym elementem projektowania. Moi rodzice są ludźmi wykształconymi technicznie, którzy w latach 90. zaczęli swoją działalność w biznesie. Moja mam działała w branży tekstylno – modowej, tata w branży samochodowej. Rodzice nauczyli mnie, że wszystko może powstać od zera. Pomogli mi więc radzić sobie z tym najtrudniejszym etapem, gdzie trzeba przemyśleć wszelkie zasoby, wziąć ołówek, kartkę i od początku wymyślić „coś”.

Łódź – miasto z którego pochodzisz, kolebka polskiego przemysłu. Czy to miało wpływ na Twoją drogę zawodową?

Dobrze zauważone. Miasto, które jest przemysłowe, trochę podupadłe, w którym jest dużo fermentu i offu. Pełne myślenia kontrkulturowego. To mnie ukształtowało. Kolejne ważne dla mnie miasto to Nowy Jork. Zmienił mnie. Z leniucha i imprezowicza na studiach w Polsce, tam stałem się człowiekiem z pasją. To miasto tętni niesamowitą energią, a jednocześnie jest takie wymagające. Czułem tam, że mogę zrobić coś wielkiego, a nie po prostu egzystować. 

Czy zanim wyjechałeś do Nowego Jorku miałeś w ogóle pojęcie o wzornictwie przemysłowym?

Wcześniej studiowałem architekturę, lecz nie miałem pojęcia o tym, że wszystko wokół nas jest zaprojektowane, tak jak chociażby ten kieliszek, ta klamka, czy samochód. Wszystko jest wytworem ludzkiej myśli. W Nowym Jorku zauważyłem to pierwszy raz. Gdy dowiedziałem się, że istnieją projektanci samochodów, tosterów, itp., to pomyślałem sobie – niesamowite. W Łodzi nie było można tego studiować, więc nawet nie wiedziałem, że taka dziedzina istnieje. Otworzyło mi to głowę.  

Czy wierzysz w sens udziału projektanta w procesie naprawiania świata?

Jeżeli nic nie tworzymy, to nie mamy wpływu na świat. Natomiast jeśli tworzymy - mamy. Ten wpływ może być zły lub dobry. Elementarną motywacją jest naprawa świata, ale bardziej chodzi, aby go nie popsuć. W procesie naprawiania świata, a może raczej doskonalenia, design ma swoje miejsce, ale nie mam złudzeń, że zbawiam świat. 

Dylematy?

Dylematy biorą się z poczucia odpowiedzialności. Czy to co robię będzie bezpieczne? Czy to dobrze zaadresowany projekt? Czy to będzie wykorzystywane w odpowiedzialny sposób? Nieodpowiedzialne eksploatowanie zasobów jest czymś złym, dla nas wszystkich. Czy dobrze wykorzystam materiał, energię, zasoby? Mnóstwo projektowych decyzji. I konsekwencji tych decyzji. 

Co jeszcze jest brane pod uwagę w procesie projektowania?

Najprościej można powiedzieć, że każdy projekt jest przecięciem trzech czynników - atrakcyjności, wykonalności i opłacalności. Jak to się wszystko zejdzie razem, wtedy można mówić o nowym produkcie, który ma rację bytu. Jest dla kogoś. Ktoś go kupi, ktoś na tym zarobi, ludzie będą mieli pracę. Za każdym dobrym produktem stoi ekonomia. Im bardziej jesteśmy świadomi, tym wybieramy lepiej. Dobre, wartościowe, trwałe rzeczy są odpowiedzialnym sposobem konsumowania. 

Starasz się, aby twoje prace były użytkowe. Jak bardzo według Ciebie design, życie człowieka, wpływają na siebie?

Walory użytkowe produktu to jeden z głównych podlegających projektowaniu aspektów. To w jaki sposób jesteśmy w interakcji z różnymi innymi rzeczami, ma bezpośredni wpływ na naszą jakość życia. Doznawanie codziennych wrażeń przy doświadczeniach takich jak chociażby łapanie za klamkę, otwierania wina, siedzenie na sofie, itp. Wszystko zależy od designu, czyli funkcjonalności, komfortu, jakości. Czy to jest zaawansowana myśl techniczna, czy prymitywne wykonanie? Na źle zaprojektowanym stołku siedzi się niewygodnie. Może być za ciężki, może rysować podłogę i powodować więcej zamieszania i problemu niż pożytku. 

Innowacyjność vs użytkowość?

Przedmiot może być jednocześnie bardzo innowacyjny i bardzo użytkowy. W moim projektowaniu chodzi o to, aby robić rzeczy innowacyjne, ale nie dla samej innowacji, nie dla samego prężenia muskułów. Projektant zawsze trochę żyje w przyszłości, pracuje nad rzeczami, które dopiero będą, więc można ten świat zmieniać w sposób odpowiedzialny, empatyczny, ewolucyjny, a nie rewolucyjny. Ja lubię innowacje, ale musi być ona połączona z walorami użytkowymi skoncentrowanymi na człowieku, bo inaczej to sztuka dla sztuki, albo innowacja dla innowacji. To nie tworzy dobrego produktu, a więc nie ma racji bytu. 

Trzy przymiotniki określające Twoje prace.

Jest to trudne, bo zazwyczaj uciekam od definicji. Gdybym dzisiaj miał sformułować trzy takie główne osie swojego działania, to na pewno trwałość. W ujęciu fizycznym i estetycznym. Coś co nie wychodzi z mody ani z użytku. Interesuje mnie konstrukcja i technologia. Szukam innowacji w procesach. W wytwarzaniu i w materiałach. No i prostota, odrzucenie tego co zbędne. 

Dla kogo tworzysz?

Tworzę, bo kocham to robić. Robię to z pasji. Projektuję dla ludzi, ale także dla siebie.

Czy posiadasz w domu przedmioty, które zaprojektowałeś?

Większość. Mój dom jest poligonem doświadczalnym. Znajduje się w nim wiele nieskończonych projektów, prototypów. Rzeczy, których proces tworzenia się jeszcze nie zamknął. Coś używamy, próbujemy, testujemy, ale na zasadzie takiego „working progress”. Posiadam też oczywiście skończone projekty, które stworzyłem dla wielu firm. Żyjąc z tymi rzeczami myślę też jak można je ulepszyć. Doświadczanie tych rzeczy jest istotne i inspirujące. 

Projektowe marzenia Tomka Rygalika.

Jestem na takim etapie swojego życia, że chciałbym tworzyć rzeczy bardziej unikatowe, mniej produkcyjne, a bardziej artystyczne obiekty. To jest jeden kierunek. Jest też i drugi, mam jednak wrażenie, że już tego nie osiągnę. Chociaż nie wiem. Odszedłem kiedyś od architektury. Czasami zdarza mi się projektować jakieś małe przestrzenie architektoniczne. Mam wrażenie, że fajnie byłoby zrobić kiedyś obiekt architektoniczny naprawdę ambitny. Duży i poważny. Więc czekam na zadanie projektowe, które będzie brzmiało „zaprojektuj pawilon, dom na skarpie, muzeum…”. 

Ambicja i niewyczerpane pokłady kreatywności to twoje znaki rozpoznawcze. Nie przeszkadza Ci to czasami w pracy?

To pomaga. Staram się koncentrować na rzeczach bardziej ambitnych, które mnie rozwijają, albo otwierają przede mną nowe możliwości. Nie jest to też jakaś chora ambicja. Nie czuję się źle, że nie jestem tam, gdzie mógłbym być, albo, że ktoś osiąga to, co ja chciałbym osiągnąć. Takie emocje w ogóle mną nie kierują. 

 

TOMEK RYGALIK

Projektant, wykładowca, kurator i doktor sztuki; urodził się w Łodzi w 1976. Studiował architekturę na Politechnice Łódzkiej. W 1999 roku ukończył wydział wzornictwa przemysłowego na Pratt Institute w Nowym Jorku. Po ukończeniu studiów współpracował z wieloma firmami projektowymi w Stanach Zjednoczonych, dla klientów jak Kodak, Polaroid, MTV, PerkinElmer, Dentsply, Unilever, Dupont. Po ukończeniu studiów magisterskich na Royal College of Art w Londynie w 2005 roku został pracownikiem naukowym w zespole badawczo - rozwojowym przy RCA. 

W tym samym czasie założył własne studio projektowe z siedzibą w Londynie i Łodzi. Od 2008 prowadzi pracownię projektowania na Wydziale Wzornictwa ASP w Warszawie, a w 2009 na stałe przeniósł się do Warszawy. Od 2012 prowadzi Studio Rygalik razem z partnerką, projektantką Gosią Rygalik. Współpracuje m.in. z Moroso, Noti, Profim, Ideal Standard, Siemens, Heineken czy Ikea. Od 2010 pełni funkcję dyrektora kreatywnego czołowych polskich marek meblowych, jak Comforty i Paged.