Tomasz Jakubiak W kuchni kieruję się sercem

Z Tomkiem Jakubiakiem spotkałam się podczas warsztatów „Sezonowość kontra Nowość” w Akademii Kulinarnej Fumenti. Gdzieś pomiędzy tatarem z wędzonych ryb polskich doprawionym chrzanem a pieczonymi jabłkami z twarogiem waniliowym opowiadał mi nie tylko o gotowaniu, ale także sentymencie do Trójmiasta i pasji dzielenia się (nie tylko wiedzą). Było słodko - słono, czasem pikantnie, ale przede wszystkim… pysznie!

Zapytam wprost - jesteś kulinarnym celebrytą?

Tomasz Jakubiak: Oczywiście(śmiech)! Żartuję, to nie do końca jest tak. To wszystko nie jest wcale tak łatwe i piękne, jakby się mogło wydawać. Kiedy się zdecydujesz na bycie w mediach, oddajesz siebie, godzisz się na pewne rzeczy i musisz z tym żyć. I nie możesz już narzekać.

To jednak jest coś takiego jak „kuchenny celebryta”? 

TJ: Okazuje się, że tak. Ostatnio w jednym z programów w TV wymieniono sześć osób, którym nadano taki przydomek. Także i ja znalazłem się w tym gronie. Trochę się przeraziłem, bo powiedziano tam, że zarabiają oni jakieś nieludzkie pieniądze. A ja nijak nie mogę się ich doliczyć… Magda Gessler, czy Robert Makłowicz niewątpliwie są celebrytami, choć największymi w tym momencie są chyba Pascal i Okrasa. Nie da się ukryć, że sporo jest osób, które gotują w mediach i z tego żyją. 

Poza tym jest ogromna moda na gotowanie, tak samo, jak i na warsztaty kulinarne. Lubisz dzielić się swoją wiedzą?

TJ: Uwielbiam! Wszystko jednak zależy od relacji uczeń - nauczyciel. Poza tym najważniejsze są chęci, bo jeśli ktoś nie będzie chciał, to absolutnie się nie nauczy. Gotowanie jest sztuką, pewnego rodzaju artyzmem, tak samo jak malowanie, czy śpiewanie. A przede wszystkim trzeba kochać jeść. Uwielbiam dzielić się swoją pasją i ludzi, którzy chcą zaczerpnąć ode mnie wiedzę. Jestem jednym z niewielu kucharzy w Polsce, którzy nie mają tajemnic. Gdy ktoś mnie zapyta, jak zrobić sos z najdroższej restauracji, za który zarabiam największe pieniądze, ja mu to powiem. Nie mam z tym problemu. 

W Fumenti jesteś już po raz kolejny, a niedługo odbędą się tu Twoje kolejne warsztaty, podczas których będziesz promował to, co rodzime i sezonowe. Co sądzisz o naszej trójmiejskiej akademii kulinarnej?

TJ:  Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że jest to najlepiej wyposażona i zorganizowana akademia kulinarna w Polsce. Nie widziałem nigdzie większego „przyłożenia się” do produktów i lepszej atmosfery. Dla mnie są bezkonkurencyjni. Dlatego chcę tu przyjeżdżać, przyjeżdżam i na pewno będę przyjeżdżać. W Trójmieście jestem cyklicznie, co miesiąc. Od dziecka przyjeżdżałem z rodzicami do Sopotu, mam więc ogromny sentyment i wracam tu z przyjemnością.

Wspomniałeś o rodzicach, czy pasja gotowania jest u Ciebie rodzinna? Czy wyniosłeś ją z domu?

TJ: U mnie w rodzinie wszyscy gotują. My się wręcz bijemy o to, kto będzie gotować. I od strony mamy i od strony taty, zawsze było tak, że wszystko musiało być naturalne, żadne tam kostki rosołowe, czy maggie. Wędliny przyrządzane były w formie pieczonego schabu, czy rostbefu. Celebrujemy jedzenie, a gdy jest ku temu okazja, stoły uginają się od potraw. U mnie w domu nigdy nie można było po prostu zjeść i wstać od stołu, bo to straszna obraza, a nawet afera i można nie wracać na następny obiad.  

Jakimi zasadami kierujesz się w kuchni?

TJ: Miłość, miłość, miłość! No i pasja. W kuchni kieruję się sercem i wkładam w to siebie. Może to banalne, ale tak właśnie jest. Wszystkie przepisy wymyślam. Oczywiście, czasem gdzieś coś podpatrzę, podsłucham. Czytam też wiele książek, bo zdaję sobie sprawę z tego, że jest na świecie wielu kucharzy lepszych ode mnie, więc od nich czerpię. Liczy się dla mnie także, a może przede wszystkim sezonowość, a więc to, o czym mówię w moim programie. Ważne są dla mnie też produkty lokalne, niesprowadzane z drugiego końca świata. No i oczywiście świeżość. Praktycznie w ogóle nie używam produktów przetworzonych. Zamiast suszonych ziół też wolę te świeże.  

A w życiu jakimi zasadami się kierujesz?

TJ: Jak to? Zabawa! Moja siostra mówi o mnie „Chodzący Rolling Stone”. Coś w tym jest. Dla mnie najważniejsze jest żyć w zgodzie z samym sobą i czerpać garściami. Tyczy się to też zresztą mojego gotowania. Trzeba przecież cieszyć się tym, co się robi. Ja mam to szczęście. Wśród moich znajomych jestem chyba jedyną osobą, która wstaje z uśmiechem na twarzy, choć zapieprza 24 godziny na dobę. Wczoraj wstałem o 9:00 rano i od tej pory jeszcze się nie położyłem. A jeszcze dzisiaj o 13:00 koleżanki poprosiły mnie, żebym zrobił im obiad na 5 osób. Nie potrafiłem odmówić, co więcej, to mnie „nakręciło” i dodało energii. 

Pytanie, które zadać muszę, bo nie mogę się powstrzymać. Co najbardziej lubisz gotować? 

TJ: Absolutnie nie ma czegoś takiego. Czy ryby, czy mięsa – zrobię wszystko. To tylko zależy od nastawienia w danej chwili. 

No dobrze, to w takim razie musi być coś, czego przyrządzać nie lubisz…

TJ: Szczerze?

Tylko!

TJ: Nie lubię gotować g***, czyli słabego jedzenia. Jeżeli uznam, że dany produkt nie jest dobry, to nie tknę się tego i nic z tym nie zrobię. Zdarza się czasem niestety tak, że przyjeżdżam na warsztaty, a organizator kupuje mi towar, z którego nie jestem zadowolony. Wówczas albo pojedzie po nowe składniki, albo ja nie będę gotował. Nie ma innej opcji. Nienawidzę przetworzonych półproduktów, czy np. używania gotowych sosów do sałatek. Nikt mnie do tego nie namówi. 

Chyba musimy powoli kończyć... Tradycyjnie zapytam o plany na przyszłość.

TJ: W tej chwili rozkręcam sieć restauracji, barów tex-mex Spoco Loco w całej Polsce, niedługo też w Trójmieście. To mój główny plan. A poza tym oczywiście gotowanie, gotowanie i gotowanie! Chcę żyć z gotowania i to chyba raczej już się nie zmieni. Jest cudowanie i chciałbym, aby tak zostało. 

A gdzie w Trójmieście można dobrze zjeść?

TJ: Polecam Tandoori Love w Sopocie.  

Uwaga: Przepisy Tomasza Jakubiaka znajdziesz w e-wydaniu na www.issuu.com/prestiz

 

Tomek Jakubiak – kucharz i dziennikarz kulinarny. Od wielu lat związany z telewizją śniadaniową („Dzień Dobry TVN”, „Pytanie na śniadanie”), w której promuje proste i zdrowe produkty. W 2011 roku został gospodarzem popularnego programu „Jakubiak w sezonie” w telewizji Kuchnia +. Przekonuje w nim do korzystania z rodzimych, sezonowych produktów, a także odwiedza polskich rolników i hodowców. Angażuje się także w projekty edukacyjne adresowane do dzieci i młodzieży, ucząc jak świadomie i smacznie można jeść. Swoją wiedzą